Serię "Na szybko..." zaczęliśmy raczej z niższego pułapu, chociaż zawsze mogło być znacznie gorzej (link tutaj). Dzisiaj będzie odrobinę inaczej, a co najważniejsze znacznie lepiej. "Dragon Warriors" nadal daleko do arcydzieła literatury fantasy, to po prostu dobrze napisana książka, która do komfortowego wczytania wymaga od nas delikatnego przymknięcia oczu...

Książka z polecenia, bardzo krótka, do przeczytania na jedno posiedzenie. Tytuł miał być dla mnie wprowadzeniem do twórczości Bridget Essex dlatego uznałem, że na jego bazie zdecyduję, czy chcę z autorką zostać na trochę dłużej bo portfolio ma całkiem spore. Jednocześnie poniższy film jest pierwszym z serii wariacji na temat recenzji, przeznaczonej dla tworów krótkich, w których nie ma na tyle materiału żeby zrobić z nich pełnoprawny film. W przyszłości ww. format będzie zawierał więcej niż jeden temat, tymczasem zapraszam do oglądania...

Dzisiaj zaczniemy wymyśloną przeze mnie zagadką. Co powstanie z połączenia Davida Copperfielda, Sherlocka Holmesa i Merlina? Jeżeli jesteście ciekawi to koniecznie musicie obejrzeć poniższy film. Jeżeli odpowiedź na pytanie Was nie interesuje to i tak gorąco zapraszam do zobaczenia recenzji Akt Harry’ego Dresdena, jednej z najlepszych serii, które kiedykolwiek miałem przyjemność czytać.

Tworzenie wstępów akurat tutaj jest trudne, bo tak na prawdę nie wiadomo o czym napisać. To druga recenzja, którą zekranizowałem (pierwszą znajdziecie tutaj) i mam nadzieję, że będzie co najmniej tak samo dobra jak ta z zeszłego tygodnia. Po moich zeszłoniedzielnych popisach lektorskich dostałem kilka uwag o tym, że za szybko i miejscami niewyraźnie mówię. W tym odcinku skupiłem się bardziej na swojej dykcji oraz artykulacji i miejmy nadzieję to rozwiąże problem. Albo nie... ;)

Pierwszy profesjonalnie zrobiony film na moim kanale i stronie. Chociaż profesjonalnie to chyba zbyt szumne słowo, po prostu tym razem powstał scenariusz, nagrywałem wszystko porcjami i dopiero później montowałem w to co za chwilę zoabczycie. Jako że wstęp do faktycznej recenzji będzie już na filmie, tutaj nie mam nic więcej do napisania. Zatem nie przedłużając zapraszam do oglądania!

"Druga zwrotka, bo zawsze chciałem zacząć od środka" - to właśnie w rytmie kawałka Abradaba z 2010 roku będzie dzisiejsza recenzja. Trochę pokpiłem sprawę i zamiast zacząć od pierwszej książki w cyklu, rozpocząłem od właśnie środkowej. Jest to o tyle smutne, bo tytułowy "Stormsong" bazuje na wydarzeniach swojego poprzednika co niestety sprawiło, że czytanie pierwszej części nie ma już dla mnie żadnego sensu. Poniższy tekst jest pozbawiony spojlerów z jedynki, skupia się bardziej na formie niż treści i ma na celu przekonanie Was do rozpoczęcia przygody w Aeland. Nie popełniajcie jednak mojego błędu i jeżeli recenzja się Wam spodoba rozpocznijcie lekturę w odpowiedniej kolejności, czyli zaczynając od "Witchmark".