[Książka] Szamanka od umarlaków, czyli pewnego razu we Wrocławiu

Wielokrotnie podkreślałem, że jestem wielkim fanem urban fantasy, dlatego gdy tylko w moje ręce trafia jakakolwiek książka z tego gatunku, nie mogę przejść obok niej obojętnie. Tytułową „Szamankę od umarlaków” autorstwa Martyny Raduchowskiej lubię i znam od dość dawna ale dopiero niedawne odkrycie i przeczytanie trzeciej części cyklu z 2019 roku pt. „Fałszywy Pieśniarz”, skłoniła mnie to napisania tego tekstu. Zatem zapraszam wszystkich do Wrocławia, miasta duchów, demonów oraz Wydziału Opętań i Nawiedzeń…

Nawet ludzie obdarzeni najbardziej bujną wyobraźnią nigdy nie pomyśleliby, że spadkobierczyni wielkiego rodu czarodziejów, wróżbitów i telepatów wyprze się każdej z rodzinnych tradycji… Ida Brzezińska to osiemnastoletnia dziewczyna, uważająca magię i wszystko co z nią związane na stek bzdur. W jej odczuciu, taka z niej czarownica, jak z koziego tyłka trąbka. Jedynymi prawdziwymi marzeniami dziewczyny są studia psychologiczne na na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanie w akademiku, poznawanie świata i czerpanie z niego całymi garściami. Wszystkie plany sypią się niczym domek z kart, gdy główna bohaterka zaczyna dostrzegać dookoła siebie ludzi, których ziemskie życie dawno się skończyło – kiedy zaczyna widzieć duchy zmarłych. Na domiar złego Ida nie tylko jest w stanie porozmawiać z bytami po drugiej stronie, posiada również umiejętność przewidzenia śmierci tych, którzy jeszcze stąpają po ziemi. Taki dar jest niezwykle rzadki, a konsekwencje jego posiadania wyjątkowo ciężkie do przewidzenia. Szczególnie gdy za swoją mentorkę ma się dawno nieżyjącą ciotkę, a za nieodłącznego kompana Pecha, małego demona z rogami i jestestwem mrocznym jak najgłębsze czeluści piekła.

Akcja w książce rozwija się bardzo powoli i kolejne wątki pojawiają się na przestrzeni rozdziałów, często nawet kolejnych tytułów (przypominam, w trakcie pisania tego tekstu są ich trzy). Podczas lektury ciągle przypominałem sobie kryminały, które  pochłaniałem w przeszłości. Chociaż metryka nie wskazuje na ten gatunek i podaje jedynie fantastykę, to niezaprzeczalnie widać w tytule klasyczne elementy prozy detektywistycznej. Przyznam, że czasami odrobinę się nudziłem czytając tak naprawdę o niczym przez kilka stron, na szczęście chwilę później było to wynagradzane humorystycznym opisem jakiejś sytuacji czy rozmowy. Ogólnie wszystko jest całkiem nieźle zbalansowane między spokojną narracją i akcją, chociaż jak dla mnie tej drugiej mogłoby być więcej, szczególnie w pierwszej części, w kolejnych jest już znacznie lepiej.

Ida jako protagonistka wypada dość blado i przynajmniej początkowo nie wzbudziła mojej sympatii. Dziewczyna jest krnąbrną, do bólu robi wszystko na opak, nie wyznaje żadnych autorytetów i nie słucha absolutnie nikogo. W sumie szamanka jest idealnym, może nawet lekko hiperbolizowanym przykładem nastolatki, który wyrwał się z domu rodzinnego i za wszelką cenę chce pokazać swojej rodzinie środkowy palec i żyć po swojemu. Fenomenalnie za to wypada Tekla, ciotka i jednocześnie mentorka głównej bohaterki w zakresie szkolenia na medium, czy bardziej precyzyjnie szamanki od umarlaków (zawsze dziwiła mnie ta nazwa, jest nadmiarowa i odrobinę śmieszna biorąc pod uwagę powagę funkcji). Kobieta jest sarkastyczna, ironiczna, uszczypliwa i martwa, a jej jedynym celem i powodem pozostawania na ziemi jest nauka Idy, która nie muszę chyba dodawać, jest bardzo oporna w zdobywaniu nowej wiedzy. Warto również wspomnieć o kilku postaciach dalszoplanowych, te najfajniejsze w moim odczuciu to np. Gryzak, eteryczny koto podobny stwór zajmujący się zjadaniem snów, wiecznie płonąca ogniem piekielnym harpia śledząca Idę czy Pech, pomniejszy demon, którego jedynym celem jest uprzykrzenie dziewczynie życia.

W książce pojawiają się również pracownicy WON-u, czyli Wydziału Opętań i Nawiedzeń, którzy z kolei są praktycznie sztampowymi przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości. Mamy np. Kruchego (zwanego Kostkiem, zależnie od tytułującej go osoby), śledczego z miernym poszanowaniem protokołów, zasad i autorytetów parającego się polowaniem na demony. W opozycji do niego jest np. Ruda, formalna, głodna władzy czarownica, która w przepychankach politycznych czuje się jak ryba w wodzie. Oczywiście tego typu postaci jest znacznie więcej, wraz z rozwojem opowieści poznamy prokuratora nekromantę, terapeutę zajmującego się kasowaniem wspomnień, czy technika kryminalistyki specjalizującego się w przeszukiwaniu umysłów.

Dla mnie ogromnym plusem jest umiejscowienie akcji książki we Wrocławiu i jego okolicach, jestem w stanie zdecydowanie bardziej wciągnąć w całość, niż gdyby była to Pasadena, Chicago czy Nowy York. Te miejsca są odległe, nie tylko na mapie ale również w mojej świadomości, dlatego nie do końca interesuje mnie co się w nich dzieje. Inna sprawa, że autorzy często korzystają z istniejących naprawdę lokalizacji i fajnie jest je później zobaczyć na własne oczy. Mnie udało się kilka takich odwiedzić i bardzo dobrze się bawiłem odtwarzając w myślach wydarzenia z przeczytanych książek. Chociaż nigdy nie znalazłem, tych ukrytych przejść czy magicznych portali, to jednak przez te kilka minut zwiedzania czułem się jak rasowy bohater.

Ocena ogólna:

Każdą drobną książkę cechuje nietuzinkowy pomysł i jego sprawne wykonanie i cała trylogia „Szamanki od umarlaków” jest tego bardzo dobrym przykładem. Proza Martyny Raduchowskiej nie jest w żadnym stopniu odkrywcza czy niepowtarzalne, jedynie doskonale realizuje funkcję fantastycznego kryminału i sensacji umiejscowionych w realnym świecie. Sama autorka to kolejny rodzimy pisarz nowego pokolenia, którego z całego serca polecam. Co jak co ale to właśnie od absolwentki psychologii i kryminologii, neurobiologii poznawczej oraz psychologii śledczej dostaniecie najlepszą historię o mordercach, tajemnicach i intrygach.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
PolishEnglishJapaneseDutchFrench