[Anime] Kuma Kuma Kuma Bear, czyli „Krwawy Miś” w akcji

Zapewne już wiecie, że oglądam dużo anime przeróżnych gatunków. Zazwyczaj staram się nie sugerować internetowymi opiniami, ponieważ często są one tendencyjne albo po prostu złośliwe, bo konkretna osoba nie dostała dokładnie tego, co chciała. Jeszcze rzadszym zjawiskiem jest produkcja tak bardzo trafiająca w mój gust, że aż mam ochotę o tym opowiedzieć. Co bardziej domyślni zapewne już wykoncypowali, że „Kuma Kuma Kuma Bear” spełniła moje oczekiwania, ponieważ inaczej nie czytalibyście tego wszystkiego 🙂 Tak zupełnie na poważnie, jak można nie pokochać długowłosej bohaterki w misiowej piżamie, kopiącej tyłki wszystkim dookoła? No nie da się!

Anime śledzi losy Yuny, nałogowego gracza i neeta. Po blisko roku grania w VRMMO World Fantasy Online, dziewczyna otrzymuje od administratorów prezent w postaci kostium niedźwiedzia. Ekwipunek jest lekko żenujący do noszenia, za to z potężnymi statystykami i umiejętnościami. Protagonistka zostaje poproszona o wypełnienie ankiety składającej się z kilku bardzo poważnych pytań. Główna bohaterka zostaje zapytana miedzy innymi czy wierzy w boga oraz co w życiu ceni najbardziej. Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi zostaje przetransportowana do świata gry, ubrana w misiową zbroję. Po początkowym szoku, chwilowej panice i powitalnej wiadomości od administratora teraz już przestawiającego się jako kami (bóg) Yuna, staje przed zadaniem uratowania młodej kobiety imieniem Fina, przed watahą wilków. Z wdzięczności za ratunek dziewczyna prowadzi główną bohaterkę do miasta i pomaga w ogarnięciu nowej sytuacji. Dziewczyny ostatecznie zaprzyjaźniają się ze sobą i przez większość czasu ekranowego widzimy je już razem. Protagonistka postanawia prowadzić życie poszukiwacza przygód i w niedługim czasie, dzięki swoim heroicznym czynom, zyskuje miano „Krwawego Misia”.

Yuna jest osobą wyjątkowo mocno stąpającą po ziemi, dlatego bardzo szybko odnajduje się w nowej sytuacji i akceptuje ją. W normalnym życiu nie była przywiązana do niczego i nikogo, a większość swojego czasu i tak spędzała grając. Nie uczęszczała do szkoły, ponieważ uważała to za stratę czasu, a za źródło utrzymania służyły jej transakcje giełdowe. Zostajemy również poinformowani, że rodzice głównej bohaterki wyjechali na długie wakacje i nie mają za bardzo zamiaru wracać tak długo jak wysyła im pieniądze. Smutny obraz nieszczęśliwej osoby, której absolutnie nic nie trzyma, tak naprawdę nawet przy życiu. Dla mnie Yuna jest trochę obrazem dzisiejszego świata, gdzie każdy zostawiony jest samemu sobie, opuszczeniu nawet przez bogów, którzy kiedyś nad nimi czuwali. Fina z drugiej strony jest przedstawiona jako po prostu dobra przyjaciółka i osoba, na którą zawsze można liczyć i która stanie po stronie protagonistki, w każdej sytuacji. Inne postacie są mniej wyraziste ale ciągle bardzo dobrze zarysowane, akurat tyle ile potrzeba do sprawnego wplecenia ich w fabułę.

Anime pokazuje nie tyle drugą szansę na życie w ogóle, a bardziej na szczęście. Bohaterka z każdym kolejnym odcinkiem jest po prostu coraz bardziej zadowolona, szybko zapominając o swojej ziemskiej tułaczce. W krainie World Fantasy Online, protagonistka doświadcza wszystkiego czego nie miała wcześniej, zyskuje przyjaciół i prawdziwy cel, przestaje tylko egzystować, zaczyna wreszcie żyć. W obecnym świecie ludzie zapomnieli jak to jest cieszyć się, teraz jedynie istnieją i nic więcej. Oglądanie codziennego życia Yuny, jak również jej przygód bardzo poprawia nastrój, szczególnie teraz gdy wszystko dookoła nas jest szare i postawione na głowie. Produkcja kończy się w bardzo specyficznym momencie, Fina mówi głównej bohaterce, że ją kocha. O ile wcześniej twórcy podawali małe wskazówki o uczuciu rodzącym się w dziewczynach, o tyle samo wyznanie było sporym zaskoczeniem. Teraz z jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejny sezon.

Ocena ogólna:

To prawda, że anime podąża już lekko utartą drogą, dobrze znaną fanom isekai, ale robi to w sposób ciekawy i co najważniejsze uroczy. „Kuma Kuma Kuma Bear” nie jest dziecinne, jak również nie ma w nim tandety, której trochę oczekiwałem, głównie po wyglądzie Yuny. Produkcja może nie jest ultra ambitna i nie znajdziemy w niej wprost dywagacji o sensie istnienia, jednak nie jest też głupkowata, a co najważniejsze nie znudzi Was, a u niektórych może nawet pojawi się głośne „oooooo”, w pewnym konkretnym momencie. Zachęcam do poświęcenia tych kilku godzin i zapoznaniu się z przygodami Krwawego Misia! Gwarantuję, że nie będziecie zawiedzeni!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
PolishEnglishJapaneseDutchFrench